poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Życie jest piękne ...

... tak! Twoje też :)

Historia tego bloga raczej splot odejść i powrotów. Krzywa życia też tak ma więc nie ma się przed czym bronić. Więc nawiązując do życia, pozornie brak zmian, wszystko po staremu (lepsza stara bieda ;) w międzyczasie sporo się jednak działo, stąd brak było nowych znaków. Może na bloga czasu nie starczało, jednak czytania nie zaprzestałam i może dziś ... tak spokojnie bez żadnych większych komentarzy i opisów, krótko o tym co rządzi światem.

W czasach kiedy świat był młody i rządziły nim kobiety. Rządziły, przebierając się za potwory, wkładając przerażające maski i strasząc mężczyzn, strasząc, żeby myśleli, że te potwory to bogowie, którzy ich ukarzą, jeśli nie będą słuchać kobiet. Rządziły przez wiele lat i wiele pokoleń. Mężczyźni nie mogli uczestniczyć w ich rytuałach, mogły jedynie dziewczynki, gdy krew pierwszy raz wyciekła im spomiędzy nóg, tylko one mogły wejść do świętej chaty, by poznać tajemnicę potworów. Później same mogły nałożyć maski, by siać postrach w sercach mężczyzn. Jednak kiedyś pewien mężczyzna podsłuchał rozmowę dwóch kobiet siedzących przy ognisku. Śmiały się z tego, jak to ich nabrały.
- Widzisz więc, Gabrielu, że kobiety były zawsze takie same. Lubią plotkować, tracą wszystko co zyskały, bo za dużo mówią, i wtedy też się tak stało. Ten mężczyzna powiedział o tym pozostałym i postanowili się zemścić. Wymordowali kobiety ze swojego plemienia, zabili wszystkie, co do jednej – oprócz najmłodszych dziewczynek, Dios mio, tych które nie poznały jeszcze tajemnicy. Później odczekali, aż dziewczęta będą gotowe i kochali się z nimi, sami włożyli maski i zaczęli straszyć swoje nowe żony, matki i kochanki. Przychodzili nocą przebrani za duchy i krzyczeli głosami nie do rozpoznani, i kobiety musiały się ich słuchać, bo potwory mogły po nie wrócić. I tak oto odtąd rządzą mężczyźni (…)”

Ariel Dorman Niania i góra lodowa

czwartek, 6 grudnia 2007

calvin i hobbes

Witajcie :) chwila ciszy i mocny come back ... to przepis niejednego sukcesu !!!
tak więc dziś zgodnie z nastrojem:

mama- wstawaj calvinie, już trzeci raz cię budzę!
calvin- nie chcę wstawać (...)
m- ale musisz, czy chcesz czy nie, więc rusz się!
c- do twojej wiadomości: nie muszę robić nic czego nie chcę robić!!
m- tak??
c - potrafi człowieka skłonić żeby czegoś zechciał.
/calvin już na przystanku autobusowym/
c- nie chcę wsiadać do autobusu, nie chcę iść do szkoły, wogóle nie chcę tu być.
mam już dosyć tego, że bez przerwy wszyscy mi mówią, co mam robić! nienawidzę
takiego życia! wszystkiego nienawidzę! chciałbym umrzeć...
no może nie...lepiej nie... chciałbym żeby wszyscy inni umarli!

(...) nic tak nie leczy złego humoru jak podzielenie się nim z kimś innym (...)
bill waterson calvin i hobbes- zemsta pilnowanych





czwartek, 29 listopada 2007

samotność...


Ludzie poruszają się po wytyczonych przez los albo przeznaczenie - obojętnie jak to nazwać - trasach. Na mgnienie oka krzyżują się one z naszymi i idą dalej.
Bardziej niż rzadko i tylko nieliczni zostają na dłużej i chcą iść naszymi trasami.
Zdarzają się jednak i tacy, którzy zaistnieją wystarczajaco długo, aby chciało się ich zatrzymać. Ale oni idą dalej.

Nie ma to jak dobry kawałek dobrej prozy do poczytania :)
Zanim zasypie was całą toną cytatów z najnowszego nabytku J.L. Wiśniewskiego - wspomnienie czegoś co już było czyli odgrzewamy Samotność w sieci.

Droga, którą wybrać .. z kim znaleźć .. z kim zgubić?
A i tak wiadomo jest, że są ludzie :P krzesła i taborety ?? czołgiści?? Ja muszę powiedzieć, że nie zawsze szczęśliwie mi się na ścieżkach z współpodróżnymi układało... naiwność niestety brała często górę, i kończyło się to jakąś dziwną frustracją, może dzięki temu mogę też powiedzieć, że spotkałam na swojej drodze sporo dobrych i sympatycznych myślących ludzi :) chciałam napisać normalnych, ale komentarz mojej siostry mnie powstrzymał.

Więc bez zbędnego filozofowania - żyj .. i daj pożyć innym :*

ps. Samotnym jest się wtedy, gdy ma się czas. ( to też S@motność w sieci)

środa, 28 listopada 2007

...zapadało...

No tak .. snieg ... i zapadało wszystko całkiem :)

a ja powiem tyle .. Boze czemu dałeś mi życie i główke, a wniej mózg - a nie dałeś instrukcji obsługi ...
no nic to .. ale po co są przyjaciele... zawsze można pogadać :) i pogadać ....

a cytacik na dziś:

Istnieją dwa rodzaje głupców - tacy, których łatwo zastraszyć i przestają działać, i tacy, którzy sądzą, że zdołają czegoś dokonać, gdy zastraszą innych.

Cohelo

wtorek, 27 listopada 2007

alfa i omega...

Pierwsze przykazanie: nie będziesz próbował zrozumieć zbyt wiele. (znów dr Glas i Hjalmar Soederberg )

a ja właśnie cierpię .. bo chciałam zrozumieć! Eh .. mądralińska a taka głupia.
Jak można chcieć zrozumieć wszystko? Mam karę .. zasłużenie tym razem .. na własne życzenie... Mam jednak nadzieje, że uda sie wszystko wyjaśnić .. i sytuacje .. i sposób ...

"gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd" a najgorzej jak człowiek sam się okłamuje i wierzy "i przestaje chcieć" (sam sobie zamula sumienie ) potem się budzi z ręką w nocniku...

poniedziałek, 26 listopada 2007

cisza...

Za oknem śnieg - a ja ... nadrabiam zaległości. Ktoś kiedyś powiedział (nie było to tak wcale dawno), że lepiej się mnie jednak słucha, więc ... przerzuciłam się troszkę na przekaz mówiony. Ale to nie to samo .. troszkę mi tego brak.

... coś co już dawno napisałam, ale nie miałam odwagi wrzucić. Poleżało, dojrzało więc:

Wracając któregoś razu z pracy (po to by w spokoju w domu odebrać 15 tysięcy telefonów od jakichś audytorów czy ewaluatorów czy innych „orów” bo tak ostatnio wyglądają moje jakże liczne wolne od pracy na ½ etatu godziny) toczyłam z kolegą z pracy (który niestety musiał przeze mnie i moją nadgorliwość „nadgodzinić”) rozmowę na temat mentalności ludzi… hmmm no dobrze on by powiedział toczyłam spokojny monolog (he he he… baby już tak mają nie tylko w torebkach przesyt) ja się jednak będę upierać za określeniem rozmowa – może komentarze z jego strony padały rzadko – za to wzrok czy może reakcja mimiką twarzy mówiła wiele…nie wiem czy świadomie czy nie zmusił mnie do zastanowienia się nad tym co ludzie swoją osobą i zachowaniem chcą osiągnąć. Doszłam do jakichś pokręconych wniosków, które chyba lepiej wyraża Hjalmar Soderberg (nie, nie był Niemcem!)…

„Człowiek pragnie być kochany.

Z braku miłości – chociaż podziwiany,

Z braku podziwu pragnie wzbudzać strach,

A jeżeli nie osiągnie nawet tego, to pragnie wzbudzać chociaż wstręt i pogardę,

Chce poruszać ludzkie uczucia.

Dusza wzdraga się przed próżnią, chce kontaktu za wszelką cenę.”

Dr Glas


Moje pytanie na dziś – kiedy człowiek traci świadomość…Świadomość celu czy sensu kontaktu z ludźmi… Wstręt i pogarda obrane sobie za cel działania? Świadomie?! Nieświadomie?? A czy brak świadomości usprawiedliwia w tym wypadku czyny? Niewiedza podobno nie … między świadomością a wiedzą cienka granica… Może należy się zwrócić do prawników? Proszę mnie źle nie zrozumieć (eh znowu się tłumaczę…jakiś nawyk) nie o to chodzi, jak co komu wychodzi…wiem, że „z przeszłości każdego z nas można równie dobrze wykroić życiorys wielbionego męża stanu, jak i przestępcy.” (Kundera; Śmieszne Miłości)… ale to nie tak … przecież … to już nie chodzi o egoizm …

niedziela, 21 października 2007

Blog … znowu niedzielny

Może to nie był dobry pomysł, żeby czekać do dziś… ale może ta oaza to jednak chęć „dania się mimo wszystko oszukać”, bo przecież wszyscy tak maja więc czemu ja nie – i tu lądujemy na syndromie chciecia miecia i już po ptakach… ale może powoli i od początku.

Urodziłam się cudnego poniedziałkowego poranka (he he he) taki mały żarcik dla tych co jednak czytają- spokojnie nie cofniemy się dalej niż 2 tygodnie J obiecuje.

Poprzedni weekend spędziłam w bardzo miłym towarzystwie, i w tym miłym towarzystwie po pierwsze dałam się zaskoczyć zaręczynami przyjaciółki, zaręczynami moim zdaniem za szybkimi … i takimi trochę na wyrost … i nie jest to tylko głupia babska zazdrość (skoro mi się nie udaje to, dlaczego jej ma się udać??) ale może obawa, że po pierwsze „narzeczony” nie jest dość dobry (co nie znaczy, że jest zły- jak bym powiedziała, że jest prawie… to może odda moje odczucia) zresztą nikt mnie o zdanie nie pytał, a zaręczyny to jednak wesołe (preludium do wesela?) Wydarzenie, a moja reakcja nie była właściwa…, ale zarówno zaręczyny jak i niezręczność reakcji sprowokowały rozmowy o miłości – czymże jest ona właściwie? Po kilku nie do końca pacyfistycznie spędzonych godzinach, już z delikatnie nietrzeźwym podejściem ustaliliśmy, że zarówno narzeczeni (obecni już tylko tą lepszą połówką :P) jak i reszta wesołego towarzystwa nie bardzo wie czymże ta miłość ma być. Po tak niepokojącym weekendzie pytając na prawo lewo spotykanych znajomych, kolegów z pracy (tak tak romantyzm – to irracjonalne uczucie :P) nie dostałam, żadnej odpowiedzi… z pomocą przyszła mi znowu książka. Spokojnie nie jest to Rilke czy inny Mickiewicz – a zwykła charakteryzująca się makgajwerowskim podejściem do życia (zabili go i uciekł) pani Dominika Stec – w swojej książce – pisze, że miłość to oaza.

Czasem zdaje się być fatamorganą i znika jak tylko uda nam się do niej dotrzeć. Nie ma innej metody na przekonanie się o tym czy to fatamorgana czy nie tylko podejść blisko. Na tyle blisko by się napić bądź rozczarować. Nie jest to jasne przesłanie ani proste…zwłaszcza, że przy dwojgu oczu często pełnych piasku (jak to na pustyni) nie da się wszystkiego zobaczyć, dorzucając do tego jeszcze chciecie miecia (ach, zapomniałam wtajemniczyć, w sytuacji długotrwałego „nie posiadania” partnera, włącza się tudzież irracjonalne „chciecie” takiego osobnika posiadania, czyli „miecia”(nie mylić z Mieczysławem), za wszelką cenę i bez względu na to co się akurat trafi). No i oczywiście proszę o zauważenie drugiej strony – oazy – jeżeli jest ona fatamorganą – czyli złudzeniem to prędzej czy później się rozpłynie więc lepiej niż prędzej… ale UWAGA – należy próbować. I bez względu na pakiet – z jakim nasi „rodziciele” sprowadzili nas na świat w promocji lub bez– bez względu na nieśmiałość, czy złośliwość, czy może nadmierny sceptycyzm lub wewnętrzny egoizm … no .. to tyle, z teorii … co do praktyki … to niestety muszę zamilknąć. Może nie dlatego, że „tchórzostwo” mam w pakiecie, ale bardziej ze względu na „ośli upór” i „naiwność”, co niestety …nie daje dobrych rezultatów.

Weekend weekend i już po niedzieli – czytaj poniedziałek u progu, niestety tenże weekend nie wniósł nic nowego do sprawy…, mimo iż był równie miły. O.. Może jednak – udało mi się skojarzyć pioseneczkę do wyżej wspomnianej teorii … a wiec nie ma nie ma wody na pustyni… czyja to jest sprawa czyja wina?

Miłego poniedziałku J