niedziela, 23 września 2007

rozmyślania...

Niedziela wieczór .. jakoś pierwsze co mi przychodzi na myśl to to, że jutro niestety poniedziałek- niestety nawet jeżeli będziemy myśleć o nim jak o wtorku nic to nie zmieni.
I wiem, że znajdą się tacy co z ciężkim sercem śpiewają "tell me why I don't like mondays?" i ja z przykrością muszę stwierdzić, że nie wiem cóż można na to poradzić .. chyba nie ma lekarstwa na poniedziałki (do tej pory nie słyszałam, żeby jacyś naukowcy coś wymyślili) i ważniejszym pytaniem było by nie cytowane "dlaczego nie lubię poniedziałku" ponieważ "nielubienieponiedziałków" należy uznać za aksjomat! Lepiej zapytać - co można zrobić by poniedziałek polubić!!! Może ktoś by się tym zajął?
Mi osobiście przychodzą dwa sposoby do głowy - 1'szy z wykorzystaniem autosugestii, 2'gi z wykorzystaniem brzytwy!

I tak - w przypadku autosugestii należy sobie wmówić, że się "kocha poniedziałki", że to cudowny początek nowego tygodnia - skoro nie można czegoś zmienić to należy to pokochać takim jakie jest :) Jest to pewien sposób! Znam osobę, która zastosowała tę metodę do obowiązków domowych - i nie uwierzycie być może - działa znakomicie!! Miałam okazje usłyszeć, jak walczy o zmywanie naczyń :)

Natomiast druga metoda - znacznie trudniejsza - bo związana z ostrym narzędziem! Tak jak tonący się brzytwy chwyta - tak my chwyćmy się czegoś pozytywnego w nadchodzącym poniedziałku! Znajdźmy powód, dla którego ten dzień lepszy jest od innych i się tego kurczowo trzymajmy! Nie wiem czy działa - muszę sprawdzić .. jak dożyje to Wam oczywiście powiem :P



Eh ... a wcale nie chciałam pisać o jakichś tam "cudownych poniedziałkach"... Pomysł był inny ... chciałam napisać o "krwawej potyczce", "bezalkoholowym długim pifnym piątkowym wieczorze" co się wieki planował, "niepokojąco" rozwinął i bardzo sympatycznie aczkolwiek ziiimno skończył , i o "sabrinach, gilach, puckach" i o KlonowychRóżach i o Na-Leśnikowym Warchlaczku, o suuuper jaszczurkowych toastach , i o sile grawitacji co wcale nie jest wprost proporcjonalna, i o twórczym końcu lata, który tak cudownie - aczkolwiek nieoczekiwanie przyszedł ... Jednym słowem o moim weekendzie - jakże innym niż planowany! Eh, tak już jest w życiu, że nie wszystko wychodzi tak jak się planuje, jest inne niż człowiek by chciał! A propos "chciał" Siostrzyczko koffana - jak widzisz - weny nie brak :P i mam nadzieje, że tak pozostanie :P Myślę, że większym problemem będzie cierpliwość do czytania - ale idą "z nadzieją" długie jesienne wieczory!

piątek, 21 września 2007

Łagodzenie obyczajów...:D

Drugi post, a już tak bardzo agresywnie... Sis trzeba powoli ... taki zwykły czytelnik, cóż on biedny "Żuczek" poradzić może .. taka powiedzmy "ja", czy ja coś rozumie, trzeba jaśniej klarowniej ... i o neuronach też nie każdy ... Wiec aby zatrzeć te złe wspomnienie ja zacznę ładniej, łagodniej ... ups ... i tu skończyła sie inwencja ... bo żeby być taka mądrala, choćby nawet mała mądrala potrzeba pomysłu i twórczej finezji nie wystarczy "mocna obróbka" trzeba też cosik swojego ... i znów zaczynają sie schody, bo cóż - zwykłemu śmiertelnikowi wystarczy takiej wyobraźni na jednorazowe wyskoczenie przed szereg, a taki blog oho, to tu już jest kolejny problem, jest cały czas, a jeśli jeszcze ten jednorazowy post zgromadzi sobie liczne uznanie to wtedy czytelnicy będą domagać sie większej ilości twórczości ... i tu zazwyczaj ponosi sie klęskę, bo pomysłu brak.I z tego miejsca pragnę uprzedzić bloggerów, że nie zawsze będzie super, ba nawet bardzo rzadko tak będzie.. i tym optymistyczny akcentem ...
pozdrawiam :)

p.s. Chyba nie bardzo łagodnie .. och mówi sie trudno i płynie sie dalej ..

p.p.s Just keep swimming .. just keep swimming.. :P:P

czwartek, 20 września 2007

Na ostro ;)

Miało być ostro? Będzie ostro :) na życzenie "nyczelnego kerownika" mości grafika
Chciałeś - masz!
Jak mogłeś się łudzić, że napisze coś o Tobie w moim cuuudownym skąd innąd blogu? Nie ! Nie ! Nie ! I proszę nie myśl, że zajmujesz jakieś tam miejsce w moim życiu! ... ale chwileczkę ... może jednak stanowisz niezmordowany przykład jak być Roninem! Przykład bezsensownych debat toczonych pseudo-uczonym tonem, i przykład fizolofowania na jednym neuronie! Jesteś więc swoistą negatywną kampanią (prawie jak PO :) jak pewnych rzeczy w życiu robić się nie powinno :) pozdrawiam, i współczuje TYM co z Tobą w jednym pokoju (do BOJU chłopaki !!) i to będzie koniec - ostrego jechania po "współ-pracujących" :) ... do następnego razu :P

ps. może PIfKO piątkowego wieczoru na złagodzenie szkodliwych warunków tudzież nadgodzin ??

środa, 19 września 2007

...ale to już było - czyli skarpetkowe misterium :)

Hasło na dziś to odgrzewanie czegoś co już kiedyś się pojawiło i porwało masy do dyskusji! Ciekawy temat i w dobie abstrakcyjnych pojęć, zmagań, nagrań i różnych dziwnych (czytaj niewykonalnych) zadań, które mnie z zewsząd otaczają jakże realny i codzienny! Zajmując sobie głowę różnymi wirtualnymi rzeczami tracimy kontakt z rzeczywistością - a to jej bardzo realny wymiar :P zapraszam więc do lektury niesamowitej rozprawki! Wybaczcie błędy, autorką tekstu jest moja ulubiona "cudzoziemka" !
Skarpetkowe misterium czyli dokąd wybierają sie te tysiące skarpetek, których już po praniu nie ma???
Już moja mama narzekała, odkąd sobie przypominam, na znikniecie licznych skarpet podczas prania. Powiem szczerze ze nigdy tego nie traktowałam zbyt serio, ponieważ po prostu mi sie wydawało ze mama może w stresie pracującej matki nie zawsze na to uważała ze obie dwoje skarpetki jednej pary by sie znalazły w tym samym praniu i że to jest prostem rozwiązaniem na te dziwne pytanie.
Ale po mału jakoś mi sie to wydaje nieprawdopodobne. Mieszkam sama od półtora roku i nazbierało mi sie w ciąglu tego czasu w sumie 17 skarpet bez odpowiednika. Chyba niedługo w H&Mie dostane kartę "najlojalniejszego skarpetokupcy".
Desperacja.
Czy na drugiej stronie pralki może istnieje świat, w którym jest skarpetkom lepiej? Czy może skarpetki zaczęły sie emancypować wobec swojego losu wiecznego pomiatacza podłogi? Być może.
Ale to nie tłumaczy nam, dlaczego tylko jedna skarpetka pary przechodzi do tego lepszego świata... A może skarpetkom nie podoba sie los bliźniacki? Może chcą być traktowane jako niezależny unikat, tak jak spodnie, koszulki, majtki i czapki... Nie wiadomo.
W każdym razie mnie to wkurza...Kochane skarpetki, wróćcie do mnie!! Obiecam nawet, że częściej będę myła podłogę...

do tego krótka odpowiedź autorki bloga, odpowiedź jakże pozbawiona kontaktu z realiami :

to bardzo poważny temat .. i ja również już daffffno Smile natchniona myślą przewodnią mentorki (nie mojej ale zawsze!) wyruszyłam na poszukiwanie drugiej strony (i wcale nie lustra!! bom nie Alicja!!) Drugiej strony a raczej drugiego dna! doszłam(sic!) więc do wniosku ...że skarpetki ... czują się zbyt wolne... rozpiera je wręcz rozdziera energia (rzekłabym jak ADHD od wewnątrz) więc jedyną radą na niezagubienie się w wirze pędzącego świata jest delikatna sugestia...silniejszego związania się ze społeczeństwem skarpetkowym ... taka sugestia integracji .. bardzo ścisłej .. bo jeżeli odnajdziesz się w silnie zintegrowanym społeczeństwie to Cię dziury (czytaj pokusy) tego pędzącego jak "bęben pralki świata" nie wciągną ... ok .. to by było na tyle .. mam nadzieje, że mentorka zrozumiała przesłanie??


ehh.. i zrozumiała !!!

czwartek, 6 września 2007

Witam

Cieszę się ... Dałam się namówić i mam nadzieje nie będe żałować :P
Buziaki dla Tych co mnie namówili ... wiem, że nie widać ale bardzo Was cenie i cieszę się, że spotkalam Was na ścieżce mojego życia!
Wszystkim odwiedzającym miłego czytania.

ps. dzięki Mądraliński za TiP z radą na tytuł :*

(update: a jednak nie takie to proste :P)